Finał sprzed niemal 10 lat w Zielonej Górze zapoczątkował coroczne spotkania najlepszych graczy z całej Polski. Wtedy było nas nieco ponad 100, z kolei teraz szykuje się nam rekordowa gra na niemal 450 osób. Wejdź za kulisy finałów i przeczytaj rozmowę z Tomkiem, Kasią i Michałem.
Spis treści
Kliknij i przeskocz od razu do najciekawszej części!
Finały PubQuiz na przestrzeni lat
Kamil: Na ile powiedzenie „kiedyś to było” pasuje do Finałów PubQuiz? Jak zmieniły się przez lata?
Tomek: Pierwszy finał, na którym spotykało się wiele drużyn z różnych miast, to wspomniana Zielona Góra w 2017 roku. Wybór dziś mógłby wydawać się co najmniej zaskakujący, ale na tamte czasy to był nasz najlepszy lokal, w którym graliśmy. Dlatego właśnie go wybraliśmy. Tylko te stare finały nie były aż tak rozbudowane jak te obecne. Przypominały znacznie bardziej klasyczny PubQuiz.
Kasia: Tylko i tutaj mamy sporą zmianę, bo wtedy graliśmy w formule 10 pytań po 5 kategorii. Nie było tak, jak teraz, gdzie każde pytanie reprezentuje inną kategorię.
Tomek: W kolejnych latach odwiedziliśmy Poznań i Łódź. To chyba właśnie w Łodzi mieliśmy do czynienia z finałem w mocnym upale. Wtedy było ciężko, lokale bardzo się nagrzewały, bo to były takie „puszki”, bar działał wolno i można powiedzieć, że zamawianie piwa trwało dłużej niż gra.
Kamil: Liga z roku na rok się zmieniała, czego dowodem było dodanie kategorii szóstek. Skąd taki pomysł?
Tomek: Po jednym z finałów porozmawialiśmy z graczami, którzy grali regularnie i osiągali dobre rezultaty, ale nie byli ligowcami. Szybko okazało się, że najczęściej grają w gronie od 4 do 6 osób i nie bardzo widzą swoje szanse w rywalizacji z najliczniejszymi. Wtedy postanowiliśmy o podzieleniu ligi na dwie kategorie i tak to trwa do dziś.
Kamil: Wracając do finałów, czy organizacja tych gier w czasach, gdy jeździliście po Polsce, była prostsza czy trudniejsza od tej obecnej
Tomek: Zdecydowanie trudniejsza, znacznie większym wyzwaniem była cała logistyka: sprzętu, pracowników, prowadzących. Dużo energii w to wkładaliśmy, a dziś, na szczęście, możemy włożyć ją w inne miejsca. Poza tym działaliśmy na sprzęcie lokalu, a ten często potrafił być niespodzianką. Co by nie mówić, teraz działamy na naprawdę profesjonalnych systemach.
Organizacja finału od kuchni
Kamil: Od kilku lat organizacją finału zajmuje się głównie Kasia. Kiedy rozpoczynasz przygotowania do takiej imprezy?
Kasia: Zaczynamy naprawdę wiele miesięcy wcześniej. Kiedyś było tak, że krokiem pierwszym był wybór daty, a krokiem drugim rezerwacja sali. Teraz, pomiędzy te dwa etapy, weszło jeszcze „sprawdź, czy nie ma długiego weekendu, Pyrkonu lub innego ważnego wydarzenia”.
Trudno dopasować idealną datę, zawsze komuś coś będzie nie pasować, ale szukamy takiego terminu, aby tych poszkodowanych było jak najmniej.
Kamil: Jesteś w stanie wskazać, co takiego jest najtrudniejszego w przygotowaniu Finału Głównego?
Kasia: Może zgranie wszystkich elementów? Tyle rzeczy dzieje się jednocześnie, że sporym wyzwaniem jest połapanie się w tym. Choć prace zaczynamy wiele miesięcy wcześniej, to właśnie ostatnie tygodnie są zawsze najtrudniejsze, nie mówiąc nawet o dniach tuż przed eventem, gdy potencjał wysypania się czegoś jest największy.
Wpadki, które pamięta się latami
Kamil: No to na koniec porozmawiajmy o tym, co się może wysypać, czyli o różnych fuckupach. Są takie, o których nikt nie wie?
Kasia: Dobrym przykładem będzie sytuacja sprzed dwóch lat. Zamawiamy koszulki, te dotarły wyjątkowo późno, na kilka dni przed finałem. Otwieram karton z koszulkami, a tam fajne, bordowe polówki. Wyciągam pierwszą z brzegu i… logo nadrukowane jest do góry nogami!
Szybko dogadaliśmy z firmą temat korekty, tego samego dnia im odesłaliśmy kartony, oni zrobili naszywki. Koszulki wróciły do nas w piątek po południu.
Wiadomo, zawsze coś wyskakuje. A to wszystkie historie tabelkowe, albo kwestia pucharków i niedociągnięć. Były też problemy z audio przy pierwszym finale w BCTW, ale – odpukać – wszystkie te problemy za nami.
Kamil: A Tobie, Tomku, przychodzi coś do głowy?
Tomek: Pamiętam kilka historii, jak choćby degustacja wina, które serwowaliśmy w nieodpowiedniej temperaturze i wpłynęło to na możliwości rozpoznania. To też ciekawy przykład tego, jakie są u nas zmiany – wiemy, że gracze coraz częściej sięgają po opcje bezalkoholowe, więc unikamy teraz takich kategorii degustacyjnych.
Pamiętam też, i to bardzo dobrze, pierwszą wpadkę. Było to na pierwszym finale w historii, quiz i dogrywka za nami, wszystko jest jasne, czas rozdać nagrody.
I nagle, w trakcie ceremonii przychodzi do mnie Michał, wówczas gracz. Okazuje się, że jego drużyna jest bliżej w dogrywce, tylko podali odpowiedź w metrach, a nie kilometrach. Nigdy nie zapomnę, jak musiałem prostować tę sytuację. Najwidoczniej wszelkie afery bardzo lubią quizy, choć mam nadzieję, że w tym roku obejdzie się bez nich.
W finałowym zamieszaniu pomiędzy wykuwaniem i polerowaniem ostatnich pytań, udało się też zadać kilka pytań Michałowi. Jak powstają pytania, kto je sprawdza i jak wygląda podchodzenie do protestów na Finale Głównym?
Jak powstają pytania na Finał Główny
Kamil: Jak wygląda robienie pytań na takie wydarzenie? Ile Wam to zajmuje i jaką ekipą je przygotowujecie?
Michał: Startujemy nieporównywalnie wcześniej niż przy zwykłym PubQuizie. Powiedziałbym, że zalążki to są nawet na kilka miesięcy przed finałem. Fajne pomysły wpadają cały czas, więc zapisujemy je na karteczce.
Tak gromadzi się pula, którą współtworzę z kilkoma układającymi. Później przychodzi proces, który przypomina „dopasowywanie puzzli” – sprawdzamy jak dane pytania do siebie pasują, czy jakaś tematyka przesadnie nie dominuje. Ważna jest odpowiednia forma pytania, jego miejsce. W tym roku te wszystkie zadania z pytaniami są na barkach czterech osób, w tym mnie.
Ostatni krok to sprawdzanie pytań. Wysyłamy sobie nawzajem finalne pytania i sprawdzamy je, próbujemy podważyć, szukamy błędów, ale też analizujemy, czy w ogóle forma pytania jest właściwa – czy nie jest zbyt szczegółowa albo za ogólna.
Kulisy zmian w przygotowaniu pytań
Kamil: Czy na przestrzeni lat zaszła zmiana w tym, jakie pytania pojawiają się na finale?
Michał: Za wszystkim nadal stoi ta sama idea – Finał ma być quizem, który stanowi podsumowanie całego okresu ligi. Wolimy, aby nie odstawał przesadnie od tego, z czym gracze stykali się przez miniony sezon.
Zmiana na pewno polega na tym, że teraz za pytania odpowiada wiele osób, nie tylko ja, jak miało to miejsce przez lata. Daje to większą elastyczność, szansę na wyłapanie nieścisłości, nawet jeśli to niuanse. Jest też większe wsparcie techniczno-graficzne, co przekłada się na lepszy wygląd wszystkich materiałów.
Protesty, literówki i finałowe niespodzianki
Kamil: Opowiedz jeszcze jak wygląda proces rozpatrywania protestów na Finale. Kto się tym zajmuje, jak to wygląda od środka?
Michał: Od jakiegoś czasu gracze zgłaszają protesty „cyfrowo” i to znacznie ułatwia oraz przyspiesza nam pracę. W tym roku zajmujemy się tym w trójkę – to ja i dwie osoby, które na co dzień układają pytania.
Gdy wpada zgłoszenie, dwie osoby równolegle szukają informacji, starają się znaleźć coś, co potwierdza protest. Gdy znajdziemy cokolwiek, zaczynamy kopać jeszcze głębiej, aby mieć pełny ogląd. Ostatecznie to ja podejmuję finalną decyzję, ale robię to w stałej konsultacji z moim teamem.
Inaczej trochę wygląda sprawa z literówkami i pomyłkami podobnego rodzaju. Nie ma jasnych przepisów, które tak „matematycznie” określiłyby, czy coś jest literówką, czy nie. Uważam, że każdy przypadek lepiej sprawdzić indywidualnie, bo są miejsca, gdzie jedna litera nic nie zmienia, a są takie, gdzie punktu przyznać nie można.
Ogólna zasada jest taka, że jeśli odpowiedź brzmi bardzo podobnie, to nawet mimo innej pisowni są przesłanki do uznania – choć, jak wspomniałem, dokonujemy ręcznie takich decyzji.
Gdy mamy do czynienia z pominięciem lub zbędnym dodaniem przedimka a/an/the, to jak najbardziej można przymknąć oko. Można powiedzieć, że całkiem podobnie jest z niektórymi przyimkami w języku polskim. Ich brak, moim zdaniem, często nie wpływa aż tak na ostateczną odpowiedź.
Podsumowując, na koniec i tak zawsze ręcznie sprawdzamy, czy odstępstwo od poprawnej odpowiedzi jest na tyle bliskie, by dać za to punkt.
Kamil: To tak na koniec, Tomek wspomniał, że odpowiadasz za pierwszą wielką dramę. To prawda?
Michał: Faktycznie tak było, chodziło o powierzchnie jakiejś malutkiej wyspy, a pytanie nie precyzowało jednostek i finalnie z moją ekipą byliśmy bliżej.
Być może to ja otworzyłem tę puszkę Pandory ze wszelkimi finałowymi niespodziankami, ale mam nadzieję, że w tym roku nic z niej nie wyskoczy, zarówno przy pytaniach, jak i sprawach organizacyjnych.
Finał Główny to nie tylko rywalizacja drużyn, ale też miesiące przygotowań, rozmów i dopracowywania szczegółów.
Dziękujemy Tomkowi, Kasi i Michałowi za uchylenie rąbka tajemnicy i oprowadzenie nas po kulisach wydarzenia.
